Jak co noc udałam się na spacer po lesie. Niebo było czyste, bez
żadnej chmurki. Lekki wiaterek ledwo co poruszał gałęzie drzew. Było
dosyć cicho, nawet zbyt cicho... zwykle o tej porze było słychać sowy
lub wycie innych wilków. Zdziwiłam się, coś tu było nie tak. Wzbiłam się
w powietrze, z góry wszystko wydawało się być w porządku, lecz czułam
coś niepokojącego. Zauważyłam spalony teren, z którego resztek jeszcze
lecial lekki dym. Postanowiłam sprawdzić co się stało. Po wylądowaniu
poczułam smród spalenizny. Idąc widziałam zwęglone, powalone drzewa i
szczątki małych zwierząt. To miejsce wyglądało strasznie. Nagle
usłyszałam za sobą szelest.
-Kkto tam? -powiedziałam z przerażeniem.
Rozejrzałam się lecz nie widziałam żadnej żywej duszy. Znów usłyszałam ten dźwięk.
-Jest tam kto? -spytałam z sercem w gardle.
Spojrzałam na jeszcze dymiące drzewo, gdy nagle otworzyły się wielkie żółte ślepia, które podążały za mną wzrokiem.
-Kim jesteś?
Usłyszałam tylko głośny dźwięk dyszenia.
-Odpowiesz mi na pytanie?! -spytałam już lekko zestresowana.
-Hu hu...
-Co?
-Hu hu...
Z drzewa wyleciała sowa.
-Haha... bardzo śmieszne... -odpowiedziałam.
Dźwięk skrzydeł coraz bardziej się oddalał, a ja szłam po popiołach ze
spalonych roślin, który cicho skrzypiał pod moimi łapami. Byłam spokojna
lecz nadal bacznie nasłuchiwałam jakich kolwiek dźwięków. Podmuch
wiatru zawiał mi grzywkę.
-Eeeww... -wydusiłam sama do siebie z
niesmakiem i zaczełam łapą ją poprawiać. Usłyszałam szelest, jakby
dźwięk kroków innego wilka.
-Jest tam kto?
Rozejrzałam się wokoło ale nie zobaczyłam nikogo. Wiatr znów zawiał mi grzywkę.
-To naprawdę nie jest śmieszne Hachu, pokaż się! Wiem że tam jesteś!
-Ale ja nie jestem Hachu... -odpowiedział cichy lecz spokojny i dźwięczny głos.
Serce podeszło mi do gardła.
-Kkim jesteś?
-Nazywam się Joden... a Ty?...
-Shadow...
-Bardzo mi miło Shadow...
-Gdzie jesteś?
-Odwróć się...
Spojrzałam za siebie. Przed moimi oczami okazała się ciemna postać,
wyglądająca zupełnie jak cień. Nie miała łap ani oczu. Był tylko tółw,
głowa i ogon.
-Cczym ty jesteś? -spytałam przerażona.
-Niewiem... żyłem tu wraz ze swoją watahą, lecz dzisiaj stało się coś
strasznego. Po południu na nasz teren przyszedł straszny żywioł.
Ogień...
-I co było dalej? -spytałam powoli podchodząc do niego.
-Straszliwy pożar strawił całą naszą watahę, nasz teren, dosłownie wszystko...
-To straszne -powiedziałam praktycznie ze łzami w oczach, kładąc się tuż przy nim na powalonym drzewie.
-Zginęli wszyscy których znałem... nawet moja ukochana...
Łza zakręciła mi się w oku.
-Wyglądała prawie jak Ty, tylko nie miała skrzydeł... Miała na imię Eliza...
Wkońcu nie wytrzymałam i łzy pociekły po moim futrze
-Czemu płaczesz?... -spytał cicho.
-Bo to takie przykre, zginęła cała watacha, ty i twoja watacha... -mówiąc to rozpłakałam się jeszcze bardziej.
-Nie mieliście żadnego maga czy kogoś z żywiołem do pomocy?...
-Niestety, lecz nasz mag był bardzo wyćieńczony po ostatniej walce z
Watachą z południa... tylko on na tyle znał czary i opanował żywioły by
móc chronić nas przed pożarem, lecz niestety akurat wtedy nie mógł...
-Joden, co mogła bym dla Ciebie zrobić?
-Sam nie wiem. Jesteś Nekromanką?...
-Kim?
-Nekromanką. Osobą ogólnie związaną z duchami i ich światem. Inaczej byś mnie nie widziała ani słyszała...
-W takim razie chyba...
-Więc możesz mi pomóc...
-Ale jak?
-Wystarczy że głęboko zapragniesz bym trafił do swojej ukochanej, gdziekolwiek teraz jest...
-Dobrze, spróbuję.
-Nawet nie wiesz jaki Ci będę wdzięczny...
-Jeszcze nie wiesz czy mi się nawet uda...
-Ja wierzę w Ciebie, Ty też uwierz...
-Postaram się... -odpowiedziałam pragnąc z całego serca by Joden był z Elizą.
Gdy otworzyłam oczy już go nie było a przede mną ukazała się ich widok,
szczęśliwych że znów są razem. Łza popłynęła mi po policzku i spadła na
popiół. Odleciałam szczęśliwa i spokojna, lecz w głębi ducha byłam
trochę zmartwiona odkryciem nowej mocy, o której kompletnie nic nie
wiedziałam. Po dłuższym locie wylądowałam na ternie watachy.
-Buu! -krzuknęła Hachu wylatając zza drzewa i zwiewając mi grzywkę.
-Hachu! Ile razy Ci mówiłam... -powiedziałam z niechęcią znòw popawiając grzywkę.
-A ile razy wszyscy Ci mówią żebyć tak nie latała sama w nocy? -odpowiedziała z powagą.
Nie odpowiedziałam, bo i tak obydwie znałyśmy odpowiedź.
-Chodź, trzeba iść spać...
-No dobra
-Hachu?
-Hmm?
-Kto no jest Nekromam?
-Zieew... niewiem, jutro się spytasz..
-Dobra, dobranoc Hachu...
-Dobranoc... -odpowiedziała już praktycznie śpiąca i nie świadoma co mnie dzisiaj spotkało Hachu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz